Czy można wrócić z zagranicy do kraju i poukładać tu sobie życie? Czy da się w ogóle płynnie przejść z realiów jakie oferuje nam obczyzna na te, które oferuje nam nasz kraj? Dziś znajdziecie u mnie historię naszego powrotu. Na pewno wielu z was pamięta jak w kwietniu szykowałam dla Was wpisy o historii pewnej pszczoły, która nazywała się Świrszczypołek. Chętnych do poczytania zapraszam na część  I oraz część II. Tymczasem rozwinę moją myślą.

Ja i Świrszczypołek

Jak się domyślacie historia Świrszczypołka jest moją własną, którą przeszłam do momentu w którym jestem teraz. Przybliżając w skrócie: po 7 latach pobytu za granicą podjęliśmy z mężem decyzję powrotu do kraju. A właściwie decyzję podjęliśmy już wcześniej, a teraz przystąpiliśmy do jej realizacji.

Nie wiem dokładnie ilu moich czytelników żyje lub tylko pracuje na obczyźnie, sezonowo wracając do domu. Te osoby będą bardziej rozumieć moje stanowisko, natomiast dla wszystkich, którzy nigdy tam nie byli, powiem, że praca za granicą nie jest łatwa. Większość znajomych, a często też i rodzina widzą tylko efekty końcowe tego pobytu, czyli przywiezione do kraju i wydane w kraju pieniądze. Większość nie widzi, że za tymi pieniędzmi często stoją godziny pracy (w wymiarze większym niż w kraju) oraz tęsknota za domem i własnym językiem.

Na pewno, wielu z was pomyśli teraz, że wyjazd to dobrowolna decyzja i można było zostać i żyć w domu, a nie teraz marudzić. I macie rację. Jednak wszystko ma dwie strona medalu. Razem z mężem skończyliśmy studia licencjackie i podjęliśmy decyzję, że nie będziemy kontynuować nauki na studiach magisterskich. Nie obyło się bez marudzenia rodziców, no bo jak to możliwe, żeby nie dokończyć nauki i nie mieć słynnego mgr z przodu. Dla nas z kolei była to jedna z lepszych decyzji, która byłaby tylko stratą pieniędzy i czasu. A byłaby stratą ponieważ oboje, nie czuliśmy się dobrze w naszych zawodach. Jednym słowem wybraliśmy nie te kierunki 🙂

Powód wyjazdu za granicę był prosty: skoro tak naprawdę nie wiemy co chcemy w życiu robić, to lepiej wykonywać tą samą pracę za granicą, zarobić trochę więcej i zastanowić się nad wyborem dalszej drogi. Jak postanowiliśmy tak zrobiliśmy. Przygotowywaliśmy się do wyjazdu ucząc się języka, ale sam wyjazd był już „na wariata”. Podjęliśmy ryzyko, że wyjeżdżając nie będzie odwrotu i że choćby świat się walił musimy zostać i coś zarobić. Powód był prosty, na tamten moment nie mieliśmy pieniędzy i pojechaliśmy mając 50 Euro w kieszeni, więc praktycznie nie starczyłoby nam na powrót do domu. Ryzyko się opłaciło, a do dziś jesteśmy wdzięczni, że znalazła się osoba, która zatrudniła dwójkę młodych Polaków.

Za granicą uczyłam się jak piec ciasta

Nasze niezdecydowanie trwało 7 lat. Nie wiem, czy to długo czy krótko. Jedno mogę wam powiedzieć, że człowiek szybko przyzwyczaja się do dobrego. Z jednej strony, chcieliśmy już wracać, a z drugiej przeważała chęć odłożenia jak największej ilości pieniędzy. W końcu doszliśmy do wniosku, że nigdy nie będzie dobrego momentu i że zawsze będzie jeszcze na coś brakować. Ustaliliśmy datę powrotu i tego się trzymaliśmy.

W między czasie w naszych głowach realizowały się pomysły na powrót do domu, ponieważ naszym głównym celem była taka organizacja, żeby nie musieć pracować dla kogoś. Ja poszłam w kierunku, który mnie mocno zainteresował czyli pieczenie, prowadzenie bloga, aż w końcu realizacja, planu na samodzielne wytwarzanie dodatków do kuchni. Mąż ukierunkował się na marzenia z dzieciństwa i chęć życia na wsi. W ten sposób powstała plantacja malin i dlatego przed oknem zamiast samochodu mam traktor 🙂 Obydwoje zaakceptowaliśmy nasze decyzję i postanowiliśmy się w nich wspierać.

Eksperymentalna plantacja malin

Już na prawie dwa lata przed powrotem rozpoczęliśmy przygotowania do stworzenia plantacji: grodzenie pola, jego przygotowanie oraz założenie plantacji eksperymentalnej, żeby sprawdzić czy w ogóle będziemy się nadawać do życia na wsi i babraniu się w ziemi (do tej pory mieszkaliśmy w mieście). Czyli nasz urlop spędzaliśmy: nawożąc, kopiąc i sadząc 🙂 Ja w międzyczasie obmyślałam plan na produkty, które chciałabym sprzedawać: czyli co dokładnie miałoby to być i jak miałoby to wyglądać. W sumie byliśmy w kraju 8-10 tygodniu w roku, więc cała historia z plantacją nie byłaby możliwa, gdyby nie pomoc moich teściów, którzy babrali się w ziemi za nas i doglądali wszystkiego pod naszą nieobecność.

Kiedy nasze plany nabrały realnych kształtów, skupiłam się na szczegółach takich jak np. logo mojej firmy. Po baaardzo długim namyśle, powstało logo 10x, będące naszym ciągłym wpadaniem na liczbę 10. Skoro do tej pory ta liczba nam towarzyszyła i przynosiła szczęście albo czasem pecha, to postanowiłam że będzie towarzyszyć mi dalej. A „X” to też dziesięć tylko rzymskie, które występuję też w nazwie mojego bloga. Wszystko zaczęło składać się w jedną całość.

Logo “10x”

Oczywiście nie obyło się bez przeciwności.  Zawsze pasjonowałam się drewnem i ten materiał robił na mnie duże wrażenie, dlatego zdecydowałam się na tworzenie m.in. drewnianych desek do krojenia. Doszłam jednak do wniosku, że z tak sporą ilością mogę sobie nie poradzić i zaczęłam szukać stolarza. Jak się okazało w promieniu 100 km nie znalazłam żadnego zainteresowanego. No dobrze znalazł się jeden, który jednak po 3 tygodniach zrezygnował z współpracy. Dość szybko podjęłam decyzję, że jest to jakiś znak i kto ma sobie poradzić z moimi produktami jak nie ja sama 🙂 Decyzję szybko wcieliłam w życie, podszkoliłam moją umiejętność tworzenia w drewnie i dałam radę. A dzięki temu mogę tworzyć dla was piękne rzeczy z drewna. Zresztą procesie powstawania desek powstał osobny artykuł na który zapraszam was tutaj.

Szlifowanie – czyli jak powstaje deska

Dziś jest mój wielki dzień albo inaczej wielki debiut: ruszył mój sklep internetowy Sklep10x.pl i oczywiście zapraszam do zajrzenia, ewentualnie polubienia no i oczywiście do kupienia. Tak jak kiedyś podjęliśmy ryzyko wyjeżdżając z niczym tak i dziś zaczynam od zera, ale za to z doświadczeniem, pewnością siebie i wiarą w to co robię.

Jeżeli spodobał Ci się mój wpis i chciałbyś/chciałabyś żebym od czasu do czasu poruszyła na blogu tematykę powrotu z zagranicy to daj znać w komentarzach lub na maila.

pozdrawiam

Justyna

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz