Żeby powiało na blogu odrobiną świeżości mam dziś dla was zamiast przepisu bardzo ciekawą historię. Dla was będzie ciekawa i momentami może nawet śmieszna (mam nadzieję 🙂 ), a dla mnie oprócz dwóch pierwszych elementów jest to historia naprawdę ważna. Żeby nie przedłużać zapraszam do poczytania:

Dawno, dawno temu… 🙂 no dobrze nie było już smoków, więc czasy są to jednak nowożytne, w pewnym domu, gdzie mieszkało setki, a raczej tysiące podobnych stworzeń urodziła się pewna pszczoła. Nazwijmy ją umownie: Świrszczypołek. Napisałam na górze, że jest to ciekawa historia, więc nie dziw się, że jej główną bohaterką będzie pszczoła i to jeszcze o tak abstrakcyjnym imieniu. Świrszczypołek był po prostu zwykłą pszczołą taką jak wszystkie inne. Spędzała czas z całą swoją rodziną, była przez nich karmiona i wychowywana. Od początku uczono ją i wpajano zasady, jak dostosować się do reszty pszczół i co robić, żeby pracować produktywnie dla innych. W miarę dorastania zaczynało jej się to coraz bardziej nie podobać i odrobinę przeszkadzać. Ale co zrobić, trzeba kształcić się dalej, żeby rodzice i reszta rodziny pszczelej była zadowolona.

Świrszczypołek zdobyła wykształcenie i została pszczelim terapeutą 🙂 Brzmi dumnie – pomyślała. W zakresie jej obowiązków był0 masowanie pszczelich odwłoków i naciąganie skrzydełek, tak żeby pszczoły mogły jak najefektywniej pracować i przynosić jak najwięcej miodu. Poza tym, zajmowała się zabiegami upiększającymi, jak np. manicure i pedicure czułek pszczelich. Świrszczypołek lubiła swój zawód i nigdy nie narzekała. Była pszczołą, która cieszyła się gdy mogła pomóc innym, więc na ogół była zadowolona. Ale pomimo tego, w jej małym pszczelim móżdżku coś tam do końca nie bzykało (tzn. nie pasowało). A odbiegając na sekundę od tematu, wiecie dlaczego pszczoła brzęczy? Bo nie potrafi gwizdać 🙂 To miał być kawał 🙂

Długo zastanawiała się co zrobić i doszła do wniosku, że jedynym miejscem w ulu do którego nie zaglądała, jest wylotek czyli wyjście z ula. Cały czas korciło ją, żeby zajrzeć co też znajduje się po jego drugiej stronie. Inne pszczoły próbowały odwieść Świrszczypołka od takich myśli. Mówiły: przecież żyjesz w krainie miodem i pyłkiem płynącej, po co ci to, twoje miejsce jest tutaj w środku. Jednak naszej pszczole te myśli nie dawały spokoju, stała się niespokojna i powoli zmieniał się jej charakter. Nikt nie mógł zrozumieć co się z nią dzieje, myśleli, że może jest chora albo ma jakiegoś pasożyta? Jednak Świrszczypołek czuła się świetnie, zajrzała parę razy przez wylotek i zobaczyła zupełnie inny świat. Raz było tam ciemno, raz jasno, raz było mokro, a raz sucho, raz było nawet całkiem biało.

Świrszczypołek podjęła decyzję. Musi opuścić ul. Nie ważne co się dalej stanie. Po prostu musi. Wybrała ładny słoneczny dzień i stanęła na samym środku wylotka. I co?! Naszły ją ostatnie myśli: czy opuszczać ciepłe i bezpieczne miejsce? czy zdać się na łaskę losu? czy zaufać swoim własnym umiejętnością???…………..

🙂 🙂 🙂  A teraz potrzymam was trochę w niepewności….

Chcielibyście wiedzieć jak wygląda Świrszczypołek?

Albo jak potoczyły się dalej jej losy? Wyleciała z ula czy nie? Ciąg dalszy opowieści już za tydzień 🙂 Zapraszam serdecznie

Źródło zdjęcia: Superlinia.pl

Do poczytania za tydzień 🙂

Justyna

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz