Kilka osób pytało mnie już jak powstają moje soki malinowe i stąd dzisiejszy wpis. Co prawda ja zatowarowałam swoją spiżarkę już w lipcu, ale teraz przepis jest dość mocno aktualny, ponieważ na rynku mamy dostęp do malin jesiennych. Szykuję soki z malin według dość starej receptury, którą praktykowała moja babcia, czyli kilogram cukru na kilogram malin. Wiem, wiem dość sporo tego cukru. Ale powstały na takiej bazie syrop jest mocno skoncentrowany dlatego do herbaty lub wody będziemy dolewać go w niewielkich ilościach. Praktykuję zasadę, że wszystko jest dla ludzi (nawet cukier) jeżeli tylko zachowamy umiar.

Sok malinowy

Jak już wspomniałam, składniki są proste:

1 kg cukru na 1 kg malin i tej zasady się trzymam.

Do dużego słoika np. po ogórkach (lub do kilku mniejszych): wsypuje na zmianę warstwami cukier i maliny. Potrząsam słoikiem od czasu do czasu, tak żeby cukier wpadł w przestrzenie pomiędzy malinami. Wypełniam cały słoik, zostawiając może 2-3 mm wolnej przestrzeni od góry. Składam pieluchę na pół lub ścierkę lnianą lub inny materiał przepuszczający powietrze przykrywam słoik i zabezpieczam ją zwykłą gumką recepturką. Słoik stawiam w słonecznym miejscu na czas od 2 do 4 dni. Tak naprawdę ten czas jest mocno zależny od pogody. Gdy na moje słoiki dwa dni świeciło słońce o “mocy” 30 stopni 🙂 sok był gotowy. Innym razem potrzebował 4 dni.

Jak rozpoznać, że sok jest gotowy?  Oto kilka czynników na które musicie zwrócić uwagę:

  1. Gołym okiem widoczne będzie, że maliny puściły dużo soku jednocześnie nie przejmujcie się, że na dnie lub na wierzchu pozostał cukier (jest to normalne)
  2. Po 2 dniach zawsze wącham sok przez gazę, jeżeli czuję tylko maliny to pozostawiam je w słoiku na jeszcze jeden dzień, ale gdy poczuję zapach fermentacji to zlewam sok natychmiast, żeby w efekcie końcowym zamiast syropu nie otrzymać wina 🙂

Jeżeli macie gęste sito to korzystacie z sita. Ja zakładam na garnek pieluchę, którą przymocowuję gumką (tą samą pieluchę która przykrywała słoiki). Najpierw wylewam na pieluchę sok, gdy ścieknie on do garnka wylewam ze słoika maliny (cukier nie rozpuszczony pozostawiam w słoiku). Ściągam pieluchę z garnka i wyciskam z malin cały sok, który jeszcze w nich pozostał, oczywiście przez tą pieluchę. Taka to trochę brudna robota, ale opłaca się 🙂 Na końcu do garnka z sokiem dorzucam cukier, który pozostał w słoiku.

Sok stawiam na gaz i doprowadzam do wrzenia na małym ogniu. Można oczywiście na dużym, ale ja wykorzystuję ten czas na przyszykowanie sobie słoików lub butelek. Wyparzam je wrzątkiem, wycieram do sucha i wstawiam do piekarnika na 120 stopni na 20 minut. Po tym czasie przelewam do butelek gotujący się syrop, mocno zakręcam i z powrotem wstawiam do piekarnika na 25 minut. Po wyłączeniu piekarnika pozostawiam w nim butelki, aż całkowicie ostygną. Można oczywiście skorzystać z pasteryzacji na mokro czyli zagotować słoiki w garnku z wodą, ale ja się tej opcji boję i jej nie praktykuję.

Ostudzony słoik odstawiamy w ciemne miejsce, gdzie będzie czekał na swoja kolej jesienią lub zimą 🙂

Syrop malinowy jak u babci

Smacznego!!!

Justyna

PS. Etykiety na słoiki wydrukowałam z bloga Moje Idealia